AGA I TADEUSZ – SPORTOWO I ROMANTYCZNIE

Ślub Agnieszki i Tadeusza był dla mnie pod wieloma względami wyjątkowy. Ona – lekkoatletka, płotkarka ze wspaniałymi osiągnięciami. On – wielbiciel koni. Zapraszam na fotograficzną relację z tego pięknego dnia i niezwykłego pleneru. Mam nadzieję, że choć trochę tego piękna udało mi się pokazać na zdjęciach…

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

36a

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

77

78

79

80

81

82

83

84

85

86

87

88

89

90

91

92

93

94

95

96

97

98

99

100

101

102

103

104

105

106

106a

107

108

109

110

111

112

113

114

115

116

117

118

119

120

121

122

123

 

STRONA WWW ZAKTUALIZOWANA!

Po pracowitym i owocnym sezonie zaktualizowałem moją stronę www.  Zapraszam do obejrzenia odświeżonych galerii na www.fotomz.pl

A na zachętę… :)

NA SPORTOWO

Natasza Zając – tenis :)

Ola Zając – skoki przez przeszkody :)

HISTORIA PEWNEGO ZDJĘCIA #4

Przyjęcia weselne zawsze mają kilka oblicz. Są ci, co się bawią i ci, którzy już się wybawili lub dopiero zaczną się bawić. Tak czy inaczej jedni tańczą, inni siedzą i coś robią (jedzą, piją, rozmawiają, odpoczywają, obserwują). Lubię na zdjęciach konfrontować te dwie odmienne grupy ludzi. Mam wrażenie, że dopiero wtedy udaje mi się pokazać na zdjęciu prawdziwą rzeczywistość wesela. Robiąc tę fotografię miałem ułatwione zadanie bo właściwie wszystko było „podane na tacy”. Kącik do rozmów i odpoczynku znajdował się tuż przy sali do tańczenia. Godzina dość późna, więc odpoczywający co chwilę zmieniali się i zawsze ktoś „był na posterunku” :) Wystarczyło nieco poczekać na „ten moment” i … już :) Zgrało się chyba wszystko, zakochana para zapatrzona w tańczących na parkiecie, wtulona w siebie i trochę nostalgiczna, nieco znudzony i na pewno zmęczony młody człowiek, który sądząc po stroju, przed chwilą w tańcu dał z siebie wszystko, pełen parkiet świetnie bawiących się gości no i światło reflektorów pięknie przebijające się przez zasłonę dymną  – światło bez którego nie było by tej fotografii. Za to wszystko lubię to zdjęcie :)

HISTORIA PEWNEGO ZDJĘCIA #3

W zdjęciach najczęściej urzeka mnie prostota i jasny przekaz. Mam też kilka takich w swojej kolekcji :) Proste kompozycje szybciej odczytujemy i interpretujemy. Bardzo często samo usuniecie koloru z fotografii ułatwia jego oglądnie.  Zredukowanie obrazu do kilku elementów jeszcze bardziej wzmacnia ten efekt. Cóż można powiedzieć o tym zdjęciu? Jest proste – to proste.  Od razu widać (lub można się domyślić) , że zostało zrobione podczas przedślubnych przygotowań. Jego najważniejszą cechą (moim zdaniem) jest jednak to, że zostało wykonane pod światło. Tłem jest okno z dość gęstą firanką bardzo przyjemnie rozpraszającą światło i dającą efekt świetlistości ale też skutecznie oszukującą światłomierz aparatu.  To zdjęcie to także dowód że trzeba być czujnym. I szybkim. Czujność przyda się do tego żeby zobaczyć to zdjęcie jeszcze przed jego zrobieniem, a szybkość do tego żeby zdążyć to zdjęcie zrobić aparatem a nie tylko w wyobraźni :) Mnie się udało choć ta scena trwała zaledwie kilka sekund. Ale i tak zawsze będę uważał, że najpiękniejsze moje zdjęcia to te których nie zdążyłem zrobić :)

HISTORIA PEWNEGO ZDJĘCIA #2

Dzisiaj zdjęcie z przyjęcia weselnego ale i tym razem z dzieckiem w roli głównej :) Mam fotograficzną słabość do dzieci. Chyba jak większość fotografów. Są naturalne, szczere w swoich reakcjach i przede wszystkim dodają niesamowitego kolorytu do reportażu. Poza tym nigdy nie wiadomo co wymyślą :) Ten chłopiec był ozdobą tego wesela. Jego reakcje, zachowanie i mimika twarzy były niezwykle fotogeniczne. Ale to właśnie to zdjęcie wydało mi się najciekawsze z tych, które zrobiłem mu tego wieczoru. Ale dlaczego?? Przecież zdjęcie jest nieostre, oboje z mamą mają zamknięte oczy, chłopiec ma zasłonięte pół twarzy, a mama „obcięty” czubek głowy. Ha! Ale ja lubię to zdjęcie nie za jego wady ale za jego zalety.  A podstawową zaletą tego zdjęcia jest niezwykła scena jaką udało mi się uchwycić i która mimo technicznych niedoskonałości nie traci na swej sile a powiedziałbym nawet, że zyskuje. Co mnie urzekło w tej scenie? Chłopiec tańczy ze swoją mamą. Ale jak tańczy! Stara się ze wszystkich sił tańczyć jak dorosły. Przytulony, ręką obejmuje mamę w pasie, drugą „prowadzi” swoją dorosłą partnerkę. Zamknięte oczy nie są wynikiem mrugnięcia ale po pierwsze zmęczenia (było już bardzo późno) a po drugie skupienia niezbędnego do poprawnego prowadzenia tańca. A mama? Jej wyraz twarzy wydaje się wskazywać na rozbawienie zabawnością sytuacji, być może na dumę że ma tak „dorosłego” syna, a może całkiem na co innego. Może po prostu jest to radość, szczęście wynikające  z bliskości ze swoim małym-dużym chłopcem, a zamknięte oczy jeszcze potęgują to wrażenie. Nieostrość dodaje zdjęciu analogowego posmaku a i wrażenie ruchu. Dla mnie dodaje po prostu klimatu. Za to właśnie lubię to zdjęcie.

HISTORIA PEWNEGO ZDJĘCIA #1

Postanowiłem aby co jakiś czas umieszczać na blogu zdjęcie, jedno z moich ulubionych, o którym chciałbym kilka słów napisać. Na początek zdjęcie ze ślubu prawosławnego.

Za co lubię to zdjęcie? Ta fotografia pokazuje jak dzieci potrafią stworzyć sobie swój mały autonomiczny świat w świecie dorosłych. Ślub prawosławny mocno różni się od katolickiego. Jedną z różnic jest to że wszyscy wierni stoją wokół młodej pary. A dzieci? :) Nie dość, że rozsiadły się w najlepsze na podłodze, to sprawiają wrażenie, jakby nic co się wokół nich dzieje nie zasługiwało na ich uwagę :) Tak, to dzieciństwo w najlepszym wydaniu. Te dzieciaki właściwie przez całą mszę całkiem grzecznie zajęte były swoimi sprawami ale tylko przez niedługą chwilę znajdowały się w miejscu które najlepiej nadawało się na uchwycenie tej sceny. Światło, ustawienie pary młodej, gesty maluchów, miny gości – wszystko fajnie złożyło się na tę fotografię. Jedną z moich ulubionych.

TUŚKA

Tuśka (właściwie Natasza) to oczy i … sama słodycz :) Oto moja młodsza „tatusiowa córeczka” :)

NA KONIACH

Ponad 2 lata temu konie stały się pasją mojej starszej córki Oli. Od tamtego czasu ona stara się jak najczęściej na nich jeździć a ja jak najczęściej ją fotografować. Swoją drogą to jedyne chwile kiedy Ola pozwala mi robić sobie zdjęcia :) Więc korzystam z tego tak często jak mogę.